This post is officially a breakthrough in my blogging story. I'd been dreaming of 50mm lens for ages to finally get them on my 17th birthday. Don't want to get overexcited here, but seriously I've never been constantly feeling like taking pics and recording!
Ten post jest moim oficjalnym blogowym przełomem. O obiektywie 50mm marzyłam od dawna i w koncu, na moje siedemnaste urodziny, trafił w moje ręce! Aż sama jestem przerażona, bo zabieram go ze sobą na każdą możliwą okazję, ale sami widzcie, że ciężko mi się dziwić, co? ;)
pics by zaremba
wearing zara kids dress, h&m cardigan, vintage bag, stradivarius wedges
Just imagine I took my badge off... Not so professional, I know. Nevertheless, on the first and at the same time the last day of fashion week for me, I was wearing (almost) nothing but a lace dress and bare leggs. Sort of an unusual view, especially among people in coats and booties ;))
Wiem, grunt to zdjąć z szyi identyfikator... W każdym razie, trzeciego i (dla mnie) ostatniego dnia tygodnia mody byłam dość ciekawym zjawiskiem. Większość osób w botkach, płaszczach a ja latam z gołymi nogami w koronkowej sukience.
Zdaję sobie sprawę, że powinnam tutaj trochę pouzewnętrzać się na temat pokazów, projektantów i showroomów, ale szczerze mówiąc to w internecie znajduje się tyle świetnych relacji, że moja jest jak najbardziej zbędna ;))
Being surrounded by hundreds of dressed to the nines people can be somewhat depressing. You linger over your closet for hours making up your perfect outfit. Finally you get the look which apprears suitable, do your hair and put tons of beauty products on your face. The effect - pretty satisfying. Then you leave in a hurry already regreting these 4-inch high stilletoes.
You arrive feeling kinda sweaty, hair starting to get a bit frizzy. You still want to make an impression. But then it hits you. You enter and nobody notices at you. You're masses. Everyone looks like you. Or better. Suddenly you end up feeling invisible. After that you see some starlets. The first moment - you feel ridiculously honored to be attending such a fancy event. After a while you realise that the society these people create is unavailable. They are just for themselves. They don't want to talk to you. You're just someone they need to by surrounded by. You're masses again.
I know, not a really positive reflection. But let's face it, after coming to such conlusions I somehow keep being fascinated with this industry. I dress up, attend shows, feel thrilled and disappointed at the same time. But I believe this is the price of fashion, isn't it?
Watch my video linked below to see the descripction of my outfit number two :))
Towarzystwo setek świetnie wyglądających ludzi może mieć na nas odrobinę depresyjny wpływ. Ślęczysz godzinami nad szafą, próbując stworzyć outfit idealny. Kręcisz, palisz i woskujesz, następnie lepisz, wcierasz, podkręcasz. W końcu udaje ci się uzyskać pożądany efekt - w miarę satysfakcjonujący. W pośpiechu wybiegasz z domu, już z wyprzedzeniem żałując decyzji o włożeniu szpilek.
Na miejscu jesteś już z lekka spocona z włosami raczej dalekimi od ideału. Jednak nadal liczy się tylko zrobienie wrażenia. I dokładnie wtedy to wszystko do ciebie dociera. Wchodzisz i nikt cię nie zauważa. Wszyscy wyglądają dokładnie jak ty. Ewentualnie lepiej. Nagle stajesz się niewidzialna. Chwilę później dostrzegasz kilka znanych z kolorowych pisemek twarzy. Pierwsza myśl 'nie wierze, że jesteśmy na tej samej imprezie', ale po chwili zdajesz sobie sprawę, że jesteś zaledwie (a może aż) częścią masy, bez której ich istnienie byłoby bezpodstawne.
Wiem, moje refleksja nie grzeszy pozytywną energią. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, po dojściu do tych wszystkich wniosków, mimo wszystko, w jakiś nieokreślony sposób, jestem wciąż zafascynowana tym światkiem. Przebieram się, przepycham, ekscytuje i jednocześnie rozczarowuję. Nie wygląda to na czystą przyjemność. Ale chyba na tym polega słodko-gorzki smak mody, mam rację?
Jeśli ciekawi was co dokładnie miałam na sobie, mówię o tym w poniższym filmiku :))
Past weekend was all about fashion week in my hometown - Lodz. I attended the event on three out of four days. This is the outfit I wore on the first one. In the next posts I'll go into details as for my impressions :))
Miniony weekend był pod znakiem tygodnia mody w Łodzi - moim rodzinnym mieście. Pokazy odbywały się od czwartku do niedzieli. Dzisiaj możecie zobaczyć co miałam na sobie pierwszego dnia. W kolejnych postach zagłębię się nieco w szczegóły i opowiem o moich wrażeniach ;))
I would't call myself a seasoned online shopper. Of course I buy some stuff like jewelery, beauty products or home decorations, but I tend to be really careful as for the clothes. I hate trying things in a dressing room, but at least then I'm sure that some piece fits me, and the fabric is satysfing (and that's not easy!). Now the sales are gone and I pretty much didn't buy any single thing. Just didn't feel like. But two weeks ago I decided to search for sth super affordable yet nice. So that's how I ended up buyng two gorgeous skirts from Stradivarius' online store. The second one you'll probably see in a couple of days, just a simple greyish skater skirt. Coming back to the red one the drawback thing is the mentioned fabric that disappointed me a bit. But if they don't have it described on the website, you have to rely on a very attractive photo ;))
Zdecydowanie nie nazwałaby się zapaloną fanką zakupów online. Oczywiście, zdarza mi się kupić niedostępne u nas kosmetyki, jakąś biżuterię czy inną ozdóbkę, ale do kwestii ubrań byłam zawsze dość sceptycznie nastawiona. Choć nienawidzę chodzić do przymierzalni, to przynajmniej daje mi ona pewność, że dana rzecz dobrze leży, a materiał mi odpowiada (a z tym bywają problemy! Zakochuję się powiedzmy w koszuli już z daleka, podchodzę, aby ją dotknąć i czar pryska!). Dwa tygodnie temu, kiedy wyprzedaże dobiegały końca, stwierdziłam, że nic zupełnie nie kupiłam, dlatego postanowiłam poczukać tak zwanej świetnej okazji. I w ten oto sposób stałam się posiadaczką dwóch spódnic ze Stradivariusa. Niestety jako, że nie raczyli podać składu na stronie internetowej, materiał czerwonej spódniczki zawiódł mnie, ale tak to właśnie jest jak musimy polegać na zdjęciach :))
Those quailty-ruining dots on my legs are of course snow droplets, what else? But I really had to shoot these pics so nothing was able to stop me :) Btw. if girls can go bare legged in the freezing Big Apple I couldn't drop behind and went for these sky-high sandal platforms. A bit challenging but sometimes it's exactly what fashion is about, isn't it?
Podejrzane białe plamki, które nie omieszkały odbić się na jakości zdjęć to rzecz jasna płatki śniegu, bo cóż innego? Ale musiałam zrobić zdjęcia w tym konkretnym momencie, więc nic nie było w stanie mnie powstrzymać :) Zmieniając temat, jeśli w zamarzniętym Nowym Jorku chodzenie w gołych nogach to codzienność, to ja spokojnie mogłam pozwolić sobie na niebotycznie wysokie sandały w środku polskiej zimy. Było to nie lada wyzwanie, ale czsem to właśnie o to chodzi w modzie, prawda?
pics by my brother wearing h&m sweater and necklace, my friend's skirt, zara platforms
I guess I have two fashion identities. The first one wants to be dressed up every single day. Precise make up, festive outfit, high heels and the world is mine. But on the other hand I love this feeling of slipping into my favorite pair of skinnies, wearing a comfy sweater and flat booties. Which side of me I choose depends on my current mood or...the weather outside ;)) I believe that it gives me this sort of balance, since tons of facial products and hutring feet wouldn't work well for me. Although I heard about a woman who got so used to wearing heels that she wore them at home just to relax :)) But at the same time being too casual on an everyday basis would make me so lazy, that nothing would be able to persuade me to post elegant outfits!
Wydaje mi się, że mam dwie modowe tożsamości. Pierwsza pragnie być wystrojona każdego dnia. Pełen makijaż, wyjściowe ubrania, obowiązkowe wysokie buty. Ale z drugiej strony ubóstwiam to uczucie kiedy wślizguję się w ulubione dżinsy, miękki sweter i płaskie botki. To na jaką opcję się zdecyduję zależy rzecz jasna od mojego nastroju lub pogody za oknem :)) I to mi daje taką równowagę, bo codzienna tapeta i szpilki nie byłyby niczym dobrym dla mojego zdrowia. Chociaż słyszałam o kobiecie, która tak przyzwyczaiła stopy do noszenia obcasów, że kiedy wracała do domu zakładała je dla przyjemności :) A z drugiej strony przesadnie codzienny wygląd mógłby mnie za bardzo rozleniwić Wasze prośby o eleganckie zestawy na nic by się zdały!
pics by my dad wearing stradivarius shirt, kappahl pants, amisu jacket, h&m booties, parfois bag, vintage necklace
We are in the middle of party-time called carnival, so I decided to post a party look :)) This is the dress I wore on New Year's Eve, but I guess it also suits less formal events. I'm concerned about pics taken at home, since there never seem to be a proper place for that. After a walk around my house I decided to go for a closet/mirror corner (mainly because of these cosy lights ;)) in my room. To dress this look down I went for a fishtail braid and due to the beads and glitters on the shoulders I paired it with classic nude heels.
Z uwagi na to, że jesteśmy w samym środku karnawału, zdecydowałam się pokazać bardziej 'wyjściowy' strój. Tę sukienkę miałam na sobie w Sylwestra, ale wydeje mi się, że spokojnie sprawdzi się na mniej formalnej imprezie. Nie jestem do końca przekonana do zdjęć w domu, gdyż żadne miejsce nie wydaje mi się na nie odpowiednie, ale ostatecznie stwierdziłam, że szafowo-lustrowy kącik w moim pokoju nie jest najgorszym rozwiązaniem :)) Aby nie przesadzić w tym całym strojeniu się, włosy zaplotłam w kłos, a koraliki i cekiny na ramionach sukienki 'złagodziłam' klasycznymi, cielistymi szpilkami.
Two weeks time seems like forever, I know, but during this short/long (?) period everything appeared to stop me from posting (including being sick). But here I am with a new outfit that I wore during Christmas celebration at school. I couldn't go too fancy, since the temperature, here, in Poland hasn't reached zero degrees for the last couple of days.
Tomorrow is Christmas Eve, I hope that you have all the presents bought and wrapped, your rooms look gorgeous and you are happy and ready for Santa (and family of course) to come! Expect a holiday post with wishes very very soon!!
Dwa tygodnie w świecie blogów to niemalże wieczność, ale nieststy przez ten czas wszystko wydawało się utrudniać mi dodanie posta (w tym zdrowie...). Ale wróciłam z nową dawką zdjęć zestawu, który miałam na sobie na szkolnej wigilii. Miałam ograniczone pole do popisu, z uwagi na temperaturę, która utrzymuje się poniżej zera (wcale nie narzekam, w końcu idą święta!).
Jutro Wigilia, więc mam nadzieję, że wszystkie prezenty kupione i zapakowane, pokoje pięknie przystrojone, a Wy szczęśliwie czekacie na Mikołaja spotkanie z rodziną ;). W najbliższym czasie świąteczno - życzeniowy post, zapraszam!